Po kolejnych kilku dniach szczątki płotka zniknęły, być moze uprzątnięte przez lokalnego dozorcę, albo wzięte przez kogoś na opał. Trawnik zatem stanął ponownie otworem dla każdego czterokołowca z silną potrzebą parkowania gdziekolwiek.
Aż tu nagle...:
Nie wiem, czy słupek postawił okoliczny dozorca, czy jakaś inna litościwa dusza. Być może ta nieoczekiwana pomoc była rezultatem obserwacji beznadziei moich zmagań? W każdym razie ktoś przejął odpowiedzialność za trawnik - od dziś kibicuję pomalowanemu na pomarańczowo kawałkowi rury.
Jak widać, kretyn, który przejechał jednym kołem przez sam środek trawnika, najprawdopodobniej sam częściowo przywrócił połamany płotek do pionu.
Jak widać, miejscy troglodyci w czterech kółkach zamienili skrajny fragment w dziurawe błotnisko. Irytację zwiększa fakt, że trawniczek był całkiem niedawno położony z - uwaga - rolek, czyli wydano nań kupę kasy. Naszej kasy, mojej i Twojej, przypadkowy czytelniku. I musieli się oczywiście znaleźć geniusze, którzy na to leją (poza właścicielami psów, które na to srają), np. tacy: